Autentyczność bywa kosztowna. Ale jej brak kosztuje znacznie więcej.
Ostatnio coraz częściej myślę o tym, co naprawdę oznacza słowo „autentyczność”.
Impulsem była dla mnie Maja Chwalińska i jej fenomenalne występy podczas turnieju Roland Garros. Oglądając jej wypowiedzi i sposób bycia, nie myślałam jednak o jej grze.
Uderzyło mnie coś zupełnie innego.
Jak bardzo jest autentyczna.
Jak swobodnie mówi o swoich emocjach, doświadczeniach i wątpliwościach. Jak nie próbuje być kimś innym. Jak niewiele jest w tym pozy czy potrzeby dopasowania się do tego, jak „powinna” zachowywać się osoba stojąca w świetle reflektorów.
I pomyślałam sobie: jakie to jest wyjątkowe.
Czy autentyczność oznacza po prostu bycie sobą?
Przez lata wydawało mi się, że autentyczność oznacza przede wszystkim mówienie własnym głosem. Bycie sobą. Nieudawanie kogoś, kim nie jesteśmy.
Dziś myślę, że oznacza znacznie więcej.
Oznacza odwagę, by nie zgubić siebie pośród wszystkich oczekiwań, kompromisów i ról, które pełnimy każdego dnia. Bo przecież większość z nas nie żyje w próżni.
Pracujemy w organizacjach. Prowadzimy biznesy. Budujemy relacje. Współpracujemy z ludźmi.
Czasem dostosowujemy się do sytuacji. Czasem idziemy na nielubiane kompromisy. Czasem świadomie gramy według zasad obowiązujących w danym środowisku – czy to w firmie, czy w rodzinie, czy chociażby w lokalnej społeczności.
I nie ma w tym nic złego.
Pytanie jednak brzmi:
W którym momencie zaczynam robić to kosztem siebie?
Kosztem własnych potrzeb. Wartości. Przekonań. Spokoju.
Bo przecież bardzo łatwo jest się dopasować.
Czy nie wygodniej jest być elementem puzzla i dopasować się do pozostałych elementów układanki?
Oczywiście, że wygodniej i mniej wymagająco.
Nie trzeba wtedy konfrontować się z innymi, tłumaczyć swoich decyzji ani ryzykować, że ktoś nas nie zaakceptuje.
Czasem zaś niektórzy z nas całkiem świadomie odgrywają swoją rolę, inwestując coraz więcej energii w utrzymanie wizerunku, który niewiele ma wspólnego z tym, kim są, kiedy nikt nie patrzy.
Tylko że wcześniej czy później pojawia się cena.
I każdy płaci ją trochę inaczej.
Fasadowymi relacjami. Ciągłym zmęczeniem. Poczuciem frustracji. Utratą energii. A czasem również zdrowiem.
Bywa też, że płacimy czymś jeszcze bardziej nieuchwytnym – poczuciem, że gdzieś po drodze zgubiliśmy siebie.
I wtedy pojawiają się pytania:
Czego ja naprawdę chcę?
Co jest dla mnie ważne?
Czy życie, które dziś prowadzę, nadal jest w zgodzie ze mną?
Nie zawsze łatwo na nie odpowiedzieć.
Zwłaszcza jeśli przez lata pełnimy kolejne role – partnerki, mamy, menedżerki, szefowej, córki, przyjaciółki – i w pewnym momencie orientujemy się, że bardzo dobrze wiemy, czego potrzebują od nas inni, ale nie wiemy, czego właściwie potrzebujemy my.
Dlatego coraz częściej myślę, że autentyczność to przede wszystkim niegubienie kontaktu ze sobą pośród wszystkich oczekiwań świata.
Wiedzieć, kim jesteśmy. I czego tak naprawdę chcemy od życia.
A czasem, żeby to odzyskać, trzeba po prostu wrócić do siebie.
Być sobą to również wracać do siebie
Życie się zmienia. My się zmieniamy. Zmieniają się nasze potrzeby, priorytety i wartości.
Dlatego autentyczność widzę dziś bardziej jako proces powrotu do siebie.
Do tego, co naprawdę jest dla nas ważne.
Do własnego głosu.
Do własnych potrzeb.
Kiedy jako dojrzała kobieta podjęłam decyzję o wyjściu z mojego długoletniego i wyczerpującego małżeństwa, zdarzało mi się spotykać ze stereotypowym myśleniem – niektórzy (zwłaszcza panowie) byli przekonani, że na pewno odchodzę do innego mężczyzny. Gdy mówiłam, że absolutnie nie, że ja odchodzę do siebie, a właściwie wracam do siebie – do swoich potrzeb, do swoich granic, do szacunku do samej siebie – pierwszą reakcją było zdumienie. Dopiero po chwili moi rozmówcy jakby reflektowali się i rozumieli. Słyszałam wtedy: „Aha, no tak”.
Bo powrót do siebie nie zawsze jest dla innych oczywisty. Czasem wymaga podjęcia decyzji, których inni nie rozumieją.
Może oznaczać powiedzenie „nie”, choć przez lata mówiłyśmy „tak”.
Może oznaczać zmianę pracy, zakończenie relacji, postawienie granicy albo rozpoczęcie czegoś zupełnie nowego.
I być może właśnie dlatego warto od czasu do czasu zatrzymać się i zadać sobie kilka prostych, choć wcale niełatwych pytań:
Czy relacje, w jakich jestem, naprawdę mi służą?
Czy moje decyzje wynikają z tego, czego ja pragnę, czy… z cudzych oczekiwań?
Z czego w moim życiu jestem gotowa zrezygnować, a czego nie chcę już więcej poświęcać?
Bo najcenniejsze jest, żeby nie stracić siebie, niezależnie od okoliczności.
I mieć odwagę do siebie powrócić.
Tego nam wszystkim życzę.
Muzyczna dedykacja
Na koniec chcę zostawić Ci coś jeszcze – piosenkę, która bardzo mocno współgra z tym, o czym napisałam.
„Wracam” w wykonaniu nietuzinkowej ShataQS.
Bo czasem powrót do siebie zaczyna się od jednej myśli, jednego zdania, od zatrzymania się na chwilę a czasem po prostu od jednej piosenki.
Posłuchaj. 🎵 „Wracam” — ShataQS na YouTube
She Stands Out
Jeśli czytając ten tekst, poczułaś, że zadajesz sobie ostatnio podobne pytania, być może jesteś akurat w momencie, w którym potrzebujesz zatrzymać się i przyjrzeć temu, czego naprawdę chcesz czy to w swoim życiu zawodowym czy osobistym.
To właśnie wokół takich momentów pracuję z kobietami – pomagam im odzyskać klarowność, nazwać to, co naprawdę jest dla nich ważne, spojrzeć na swoje wyzwania z różnych perspektyw i przełożyć te refleksje na konkretne decyzje i działania.
Jeśli czujesz, że taka rozmowa mogłaby Ci pomóc, zapraszam na bezpłatną, 30-minutową rozmowę Discovery Call.
Umów się na rozmowę
Zobacz, jak wygląda moja oferta dla Ciebie
